Ale to już było…

Najnowsze komentarze

Meta

  • Wszystkich wizyt: 3009
  • Dzisiaj wizyt: 3

Góry

Nie powiem, że je pokochałam. Wspinanie się jest dla mnie bardzo trudne. I to jest chyba największy sens tej wędrówki. Idziesz na szczyt. Skupiasz się na każdym kroku. Żeby nie upaść, nie potknąć się. Serce gwałtownie przyspiesza. Brakuje tchu. Więc zwalniam, zatrzymuję się. Trochę mi głupio, kiedy zostaję w tyle. Ale moim celem jest DOJŚĆ. Kiedy za sobą słyszę dyszenie innego turysty, robi mi się lżej. Może samotna, ale nie sama jestem na szlaku. Nie tylko mi tu jest ciężko. Dam radę. Ruszam dalej. W moim własnym tempie. Nikt mnie nie pogania. I nikt mnie nie zmusi, bym szła szybciej. Docieram na szczyt. Odpoczywam. Nabieram trochę energii i wyruszamy w dół. Ani przez chwilę razem. Jednym szlakiem, ale każdy sobie. Nawet nie próbuję dorównać jego tempu. Mam swoje własne. Chcę DOJŚĆ. I idę. Doszedł ból ramion od machania kijami, ale idę. To nic, że są daleko. To nic, że każde krzywe stąpnięcie odbija się bólem kręgosłupa. Ale idę. Trzeba DOJŚĆ na czas. Teraz najpiękniejsze chwile: zjazd wyciągiem. Cisza, spokój, przestrzeń dookoła. Delikatne kołysanie. Bez strachu. Z pełnym zaufaniem do NAJWYŻSZEGO. Jeszcze tylko zeskoczyć z krzesełka tak, żeby nie zabolało w kregosłupie, żeby nie strzeliła kostka… Jest ok. Udało się.
W drodze powrotnej zakupy.
Kiedy zmęczona padłam wreszcie na łóżko zrozumiałam ten sens.
GDY IDZIESZ NA SZCZYT, NIE ISTNIEJE NIC POZA WĘDRÓWKĄ.

cały świat, całe życie zostaje gdzieś poza… nie myślisz o niczym innym.